Gorlickie spółdzielcze folwarki

 

Trybunał Konstytucyjny zajmował się ostatnio prawem spółdzielczym, w tym niewłaściwymi  praktykami władz spółdzielni wobec członków. Sędziowie mieli o czym dyskutować, bo spółdzielczość mieszkaniowa to państwo w państwie. Przekonali się o tym członkowie dwóch gorlickich spółdzielni

 

Osiedle Pod Lodownią

 
Wspólne ogniwo
 

Koniec 2014 roku dla sporej części członków dwóch gorlickich spółdzielni mieszkaniowych był wyjątkowo gorącym okresem. Ogniwem łączącym obie jest pani Aneta, która w jednej pełnił funkcję zastępcy prezesa, a w drugiej – konkurencyjnej – funkcję przewodniczącej rady nadzorczej. Jakby tego było mało  to i w Małopolskim Związku Rewizyjnym, który nad spółdzielniami ma teoretycznie nadzór, zajmuje znaczącą pozycję. Punktem zapalnym w całej sprawie okazała się jej szefowa – prezes SM „Pod Lodownią” –  która na swojej skórze odczuła niezadowolenie dotychczasowych pracodawców – członków spółdzielni – i przezornie zapragnęła zmienić miejsce zatrudnienia, ubiegając się o fotel  prezesa spółdzielni, w której jej podwładna pełni funkcję przewodniczącej rady nadzorczej, a co za tym idzie członka komisji konkursowej, decydującej o wyborze najlepszego kandydata.

 

W zmaganiach o fotel prezesa  szefowa  pani Anety  nie miała sobie równych. W cuglach pokonało trzech rywali. Tym razem z jej zwycięstwa cieszyli się również niechętni jej dotąd pracodawcy,  czego nie można powiedzieć o tych, na rzecz których pracę dopiero miała podjąć. Ale od początku …

 
Bunt w SM „Pod Lodownią”
 

Całą sprawę rozpoczęło wiosenne zebranie walne członków SM „Pod Lodownią”. Niezadowolona, z wysokich opłat oraz z pracy i rosnącej płacy prezes i jej zastępcy, grupa członków Spółdzielni postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce, odwołać zarząd i radę nadzorczą.  Celem „buntowników” było doprowadzenie do obniżenia kosztów utrzymania, co przełożyłoby się na wysokość płaconego czynszu. Rosnące uposażenie zarządu, umiejscowione w rubryce pod nazwą „eksploatacja”, nie rzucało się wprawdzie w oczy, ale biło po kieszeni. W tym punkcie rozliczano też wypłacane premie kwartalne, które rosły proporcjonalnie do zarobków obu pań.  Oczywiście wszystko zgodnie z prawem,  co nie znaczy, że i z interesem spółdzielców, którzy wierząc w konieczność wprowadzania poddawanych pod głosowanie na  walnym zebraniu zmian w statucie, przyjmowali je uchwałami, nie mając przy tym pojęcia, iż działają na swoją szkodę, ograniczając dobrowolnie  rolę walnego zgromadzenia. Natomiast Rada nadzorcza, która powinna była  dbać o interes wspólnoty, przyjęła rolę podległą zarządowi, przynajmniej tak to odbierała grupa inicjatywna, która taki stan rzeczy postanowiła zmienić.

 

Bierzmy sprawy w swoje ręce

 

Zgodnie z obowiązującymi przepisami przygotowano uchwały, które pozwoliłyby skutecznie podziękować zarządowi i radzie nadzorczej za pracę. Całą dokumentację poparto wymaganą ilością podpisów uprawnionych do głosowania członków. Zarząd projekty uchwał odrzucił, wskazując rzekome braki. Niezrażeni „buntownicy” wprowadzili poprawki, ponownie zebrali podpisy i uchwały znalazły się w porządku obrad. Jedną z ważniejszych, poza tymi odwołującymi zarząd i radę nadzorczą, była uchwała dotycząca niedzielenia walnego na części. Powody ku temu były. Spółdzielnia liczy zaledwie 530 członków, a na zebrania przychodzi zwykle  garstka. Małe grupy łatwo spacyfikować, w dużej ludzie są odważniejsi, a więc i silniejsi w działaniu. Trudno to może zrozumieć, ale z jakiegoś powodu spółdzielcy obawiają się prezesów, których de facto są pracodawcami, problem ten występuje w skali całym kraju.

 

Kontrofensywa

 

I zaczęło się. Zarząd i rada nadzorcza rozpoczęli  kontrofensywę. Gdy jedna grupa zakończyła zbieranie podpisów pod projektami uchwał, druga ruszyła, po poparcie dla zarządu i rady nadzorczej. Do autorstwa „hymnu” pochwalnego na rzecz zarządu i kierującej nim prezes nikt się nie przyznał. Podpisać tę swego rodzaju laurkę mógł każdy, kto otworzył drzwi. W tym przypadku rygor członkostwo nie obowiązywał.  Niemniej byli tacy, co podpisywali, a to sygnalizowało, że walne będzie burzliwe. I było. Pierwsze starcie wygrał zarząd. Do sukcesu przyczyniły się zapewne i indywidualne perswazje stosowane wobec niektórych lokatorów realizowane przez przedstawicieli spółdzielczych władz. W gorszej sytuacji znalazła się rada nadzorcza, której sprawozdania nie przyjęto, ale na skutek wprowadzanych wcześniej w statucie drobnych rzekomo poprawek, nie miało to żadnego znaczenia, no może przy odrobinie ambicji jedynie prestiżowe i emocjonalne. Ogólnie sukces zarządu mizerny, ale te kilka głosów „za” wystarczyło, by spółdzielczy folwark funkcjonował na starych zasadach.

 

Jedno co udało się osiągnąć inicjatorom zmian, to  przyjęcie zdecydowaną większością głosów uchwały o niedzieleniu walnego na części. Jak się okazało, było to złudne zwycięstwo, ale o tym nieco później.

 
Pani prezes odchodzi
 

I tak po wiosennej burzy nastała cisza. Wszystko szło utartym torem, aż tu nagle jak grom z jasnego nieba spadła wiadomość: „Prezes  odchodzi! Wygrała konkurs na prezesa Spółdzielni „Małopolska”. – „Członkowie Spółdzielni Mieszkaniowej „Pod Lodownią” dziękują Spółdzielni „Małopolska”! -Tego rodzaju wpisy pojawiały się na stronach internetowych.  Oprócz wpisów były też działania. Aby zrealizować zamierzenia przyświecające wiosennym planom zreorganizowania Spółdzielni „Pod Lodownią”, a co za tym idzie obniżenia czynszów, zdecydowano odwołać radę nadzorczą, wobec której brak zaufania zademonstrowano, nie przyjmując jej sprawozdania, i powołać nową, która zmieniłaby regulamin wynagradzania zarządu, zlikwidowałaby zapis o premiach kwartalnych i na nowych warunkach wybrałaby nowego i tańszego w utrzymaniu  prezesa.

 

Niestety i tym razem w konfrontacji członkowie spółdzielni kontra zarząd i rada nadzorcza,  skończyło się porażką tych pierwszych. Ilość złożonych podpisów pod uchwałami mającymi wprowadzić pozytywne zmiany nie przełożyła się na głosy podczas nadzwyczajnego walnego. Zwolennicy starych porządków okazali się bardziej zdyscyplinowanym elektoratem, skutecznie podtrzymującym stołki rady nadzorczej. Gloryfikujące zarządzających Spółdzielnią wypowiedzi pani prezes kontrastowały  z niewybrednymi atakami skierowanymi pod adresem krytyków. Racja była po stronie tych, którzy głośno i agresywnie krzyczeli, najczęściej samowolnie udzielając sobie głosu. Metoda okazała się skuteczna. Rada nadzorcza pozostała w niezmienionym składzie.

 
Bunt w SM „Małopolska”
 

Jak się okazało w SM „Małopolska” wiadomość o wyborze nowej prezes nie została przyjęta z zadowoleniem. Swoje uwagi, co do sposobu przeprowadzenia konkursu na prezesa Spółdzielni zgłaszali odrzuceni kandydaci, protestowali też mieszkańcy. I tu, podobnie jak „Pod Lodownią”, zbierano podpisy pod petycją żądającą odwołania rady nadzorczej i unieważnienia wyboru prezesa. Bezskutecznie. Władze Spółdzielni skorzystały z wypróbowanej „Pod Lodownią” metody pod nazwą „pismo nie spełnia warunków formalnych”. Do dyskusji użyto lokalnych mediów. Duży tekst promujący nową prezes, a dyskredytujący niepokornych spółdzielców, tym razem SM „Małopolska”, opublikowano na łamach Gazety Gorlickiej. – Tak na marginesie:  za  czyje zrobiono to pieniądze, tego dochodzić powinni zainteresowani. – Emocji było wiele. Część ludzi włożyła masę energii i wysiłku, by rzeczywiście mieć wpływ na to, jak zatrudniani przez nich ludzie wykonują swoją pracę i ile za tego typu usługę biorą pieniędzy. Inni stali z boku i kibicowali, jeszcze inni nie wtrącali się, twierdząc, że wolą się nie narażać – cokolwiek miałoby to znaczyć –  a jeszcze innym było wszystko jedno, także to jak wysoki czynsz przyjdzie im płacić.

 

Minął Nowy Rok, pani prezes przejęła swoje obowiązki. W obu spółdzielniach zapanowała cisza. Możliwe, że jest ona zapowiedzią nadchodzącej wiosennej burzy, a może już tak pozostanie.

 
Figa na pożegnanie
 

Pani prezes zmieniając miejsce pracy nie powiedziała ostatniego słowa. Na pożegnanie zostawiła niespodziankę. Metaforycznie mówiąc spółdzielcom „zaśmiała się w twarz”. Jak się okazało „KTOŚ” z członków SM „Pod Lodownią” zaskarżył uchwałę o niedzieleniu walnego na części. W sądzie przyjętej zdecydowaną większością głosów uchwały bronił zarząd, bo jego rolą jest reprezentowanie interesów spółdzielców na zewnątrz. Jak można się domyśleć nie robił tego skutecznie, bo przede wszystkim nie leżało to w jego interesie. Sąd uchwałę uchylił. O całej sprawie wnioskodawcy uchwały dowiedzieli się przypadkowo. Informację o toczącym się postępowaniu sądowym po prostu przed nimi zatajono.

 

– Tak Szanowni Spółdzielcy, władzy macie tyle na ile pozwoli wam zarząd, który sobie zatrudnicie i rada nadzorcza, którą wybierzecie. Jak pokazał przypadek obu gorlickich spółdzielni do powiedzenia nie macie nic. Waszym zadaniem jest jedynie płacić, a za co, to albo się dowiecie, albo nie, bo punkt w rozliczeniu pod nazwą „eksploatacja” przyjmie wszystko. Jedno jest pewne – to „wszystko” sfinansujecie WY.

 

Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle” mówi stare porzekadło i się nie myli. Potwierdziły to opisane przypadki. Setki ludzi nie dało sobie rady z dwiema babami. I jak tu nie wierzyć w mądrość ludową?

 

WYROK NIESPODZIANKA

 

1 Comment

  1. zbych pisze:

    Bardzo dobry artykuł ,niektórzy powinni się zacząc bać ,bo się czuli bezpiecznie że mogą wszystko .Ale juz nie długo skonczy się ich panowanie i robienie ze spóldzielców debili.Nawet do tego się posuwają że po cichu i z uzgodnieniem z władzami Spółdzielni podają do Sądu niewygodne dla nich uchwały.Co na to nowy Prezes Spół.co juz sie skumał z układami i siedzi cicho, ale Prezesie chyba twoje panowanie szybko się skonczy jak będziesz sidział w kieszeni ludzi z układów.Czego się boi Prezes Spółdz.to jest pytanie które powinni mu zadać mieszkancy bo jeśli umieszcza wyrok to jako praworządny Prezes Spół. powinie też na stronie Spół.umieści uzasadnienie wyroku Sądu dlaczego uchwała została uchylona.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.