SPÓŁDZIELCY MÓWIĄ DOŚĆ! BUNTN POD LODOWNIĄ!

 

Spółdzielcy powiedzieli dość systematycznie rosnącym czynszom i na Walne Zgromadzenie Członków, zgodnie ze Statutem, przygotowali projekty uchwał, które umożliwiłby odwołanie z zajmowanych stanowisk „drogiej” prezes i  jej zastępczyni, a do  rady nadzorczej skierowali żądanie zakończenia współpracy z kancelarią radcy prawnego Kołotyły.  Spodziewając się, prób „zachęcania” członków do wycofania złożonych podpisów, na wszelki wypadek zebrali ich ponad dwadzieścia, chociaż, zgodnie ze Statutem,  wystarczyło dziesięć.  Przewidywania się sprawdziły. Zarząd zareagował błyskawiczna. Były prośby, obietnice i groźby. Pani prezes interweniowała nawet u pracodawcy osoby, która swoim podpis wraz z innymi zdeklarowała chęć podziękowania jej za pracę. Nie pomogło. Nagabywani nie dali się zmiękczyć. Wprowadzające zasadnicze zmiany uchwały zostały wpisane do porządku obrad.

 

– Skąd niezadowolenie członków Spółdzielni? – Odpowiedź jest prosta. Nie stać ich na zaspokajanie wciąż rosnącego apetytu zatrudnionych przez nich ludzi. Miało być lepiej, rzetelniej i taniej. Jest coraz drożej. Koszty Zarządu rosną z roku na rok, z czego przynajmniej ¼ stanowią systematycznie wzrastające zarobki prezes, które już dawno przekroczyły średnią krajową.  W  2012 roku jej  roczny dochód wynosił brutto  niemal osiemdziesiąt tysięcy, w 2013 r. znacznie tę sumę przekroczył.Tak było od początku. Pensja prezes Migdar rosła z roku na rok, co potwierdzają osobiście przez nią wypełniane oświadczenia majątkowe składane przez radnych. W innym przypadku spółdzielcy o jej dochodach nie mieliby zielonego pojęcia. Żeby nie być gołosłowną poniżej przedstawiam zestawienie zarobków pani prezes, której roczny dochód sprzed prezesowania sięgał brutto 29 tysięcy złotych, teraz wygląda to tak: 

2010

2011

2012

2013

70965,86

76 261, 74

79 561,19

83 826,39

 

Wraz z  apanażami Zarządu rosły opłaty za mieszkania. Trudno się dziwić, że ludzie w końcu powiedzieli dość. Większość z nich musi się liczyć z każdą złotówką i nie chce już dłużej sponsorować dobrego samopoczucia finansowego prezesek i, reprezentującego interesy Zarządu,  radcy prawnego. Uczciwie dodać trzeba, że wśród spółdzielców są i ci zadowoleni. Ich przedstawiciele krążą po osiedlu zbierają podpisy poparcia dla panującej władzy.

 

Na podkreślenie zasługuje fakt, że Zarząd Spółdzielni Pod Lodownią jest jedynym w Gorlicach, który otrzymuje premie kwartalne. W 2013 roku za aprobatą rady nadzorczej przyznano obu paniom dodatkowo  ponad siedemnaście tysięcy złotych, z tym, że wiceprezes, ze względu na urlop macierzyński otrzymała tylko dwie premie, natomiast prezes Migdar cztery i dodatkowo rada nadzorcza zafundowała  jej  bonus w postaci tysiąca złotych za to że przez jakiś czas obywała się bez zastępczyni. Kolejny tysiąc poszedł na  zapłacenie ubezpieczenia zarządcy nieruchomości, którym pani Migdar jest dla dwóch wspólnot. W tym przypadku trudno dociec, dlaczego  kosztami ubezpieczenia, potrzebnego jej do prowadzenia dodatkowej działalności, obciążono spółdzielców.  Dziwnym wydaje się również fakt, że obie wspólnoty obsługują pracownicy spółdzielni.

 

Analizując koszty generowane przez Zarząd, stwierdzić można, że znaczną ich część pochłania  roczna płaca prezes i wiceprezes. Prawie 30 tysięcy bierze za swoje usługi kancelaria prawna. Co ciekawe, w sprawach Spółdzielnia kontra członek spółdzielni, zawsze występuje przeciwko swojemu pracodawcy, czyli temu, kto płaci czynsz. Pensje pozostałych siedmiu pracowników to również niemały wydatek. I chociaż ich zarobki nie są wysokie, to i tak stanowią znaczne obciążenie dla comiesięcznych opłat. Redukcja etatów byłoby zapewne  korzystna dla portfeli spółdzielców, którzy raczej nie zdają sobie sprawy, że informacja o wzroście kosztów eksploatacji, zwykle wiąże się z podwyżką płac, a nie z podniesieniem jakości substancji mieszkaniowej, czy infrastruktury.

 

Spółdzielcy składają się nie tylko na pensje, ale wyposażenie i utrzymanie biura. Odkąd pojawił się nowy Zarząd były to znaczące wydatki. Nowe meble poprawiły wprawdzie estetykę biurowych wnętrz, a okazały obity czarną skórą  fotel podnosi prestiż zasiadającej w nim szefowej Zarządu. Trzeba jednak pamiętać, że za te zmiany zapłacili członkowie. Kupiony w 2010 roku sprzęt  komputery w ubiegłym roku wymieniono na nowy, zakupiono też dość kosztowne oprogramowanie. Czy był to konieczny wydatek? Sporo kosztuje prowadzenie biura: prasa, telefony, materiały biurowe itp. Pytań dotyczących zasadności niektórych wydatków jest wiele. Przydałby się biegły księgowy, żeby rozwiać nurtujące członków spółdzielni wątpliwości, co do sposobu zarządzania wspólnym mieniem i sensownego wydawania spółdzielczych pieniędzy. Lustracje nie dają takiej odpowiedzi, chociaż sporo kosztuje. Wystawiana ocena pracy Zarządu budzi wątpliwości, z tego chociażby względu, że związki rewizyjne i prezesi to towarzystwa wzajemnej adoracji.  

 

Dużym obciążeniem finansowym  dla członków Spółdzielni Mieszkaniowej Pod Lodownią w Gorlicach może okazać się sprawa kosztów związanych z  centralnym ogrzewaniem w bloku w Wysowej, którą rozpatrywał sąd.  Pierwsze starcie z wykonawcą inwestycji wygrała Spółdzielnia, jednak wydaje się, że to „pyrrusowe zwycięstwo”. Zasądzono na jej rzecz odszkodowanie w wysokości 52 tysięcy, jednocześnie nakazując zwrócenie wykonawcy całej instalacji grzewczej z kotłem centralnego ogrzewania włącznie, Zarząd nie wykonał wyroku, w związku z czym sprawa ponownie wróciła na wokandę. Wykonawca żąda stu siedemdziesięciu tysięcy za bezumowne korzystanie z jego własności. Nawet jeżeli koszty się zrównoważą, lokatorzy pozostaną bez ogrzewania, bo przedmiot sporu chcąc nie chcąc trzeba będzie oddać. Nowe inwestycja to koszt około dwustu tysięcy. Kto za nią zapłaci? Wątpliwe, by stać na to było trzydziestu siedmiu członków Spółdzielni mieszkających w Wysowej, a do kolejnego sezonu grzewczego nie tak znów daleko.

Zbuntowani członkowie spółdzielni nie tylko odnoszą się do finansów. Chcą też zmian w Statucie, który zresztą pani Migdar zdążyła na swoją korzyść, a niekorzyść spółdzielców,  zreformować, przy wydatnym udziale wspierającego ją radcy prawnego. Proponowane zmiany dotyczą zaniechania dzielenia Walnego na części. Taki podział to ochrona prezesów i ograniczenie uprawnień wspólnoty. Ludzie w dużej grupie są mocniejsi, kilkunastu spółdzielców, bo tylu zwykle przychodzi na zebrania, łatwo spacyfikować. Kolejna sprawa to głosowania przez pełnomocnika. Dlaczego za członka spółdzielni nie może wypowiedzieć się chociażby współmałżonek? Ustawa prawo spółdzielcze taką opcję dopuszcza, Statut Spółdzielni Pod Lodownią „NIE”.

 

No cóż tym razem jeszcze podzielone Walne będzie w grupach,  poprzez przyznanie, bądź nie przyznanie absolutorium, oceniać pracę Zarządu i  rady nadzorczej, a tym samym decydować o wysokości płaconych czynszów. Czy wygrają zwolennicy niższych opłat, czy fani młodej i „śwarnej” prezeski, okaże się już za kilka dni. Pierwsza część Walnego Zgromadzenia Członków Spółdzielni Pod  Lodownią odbędzie się 13 maja w Wysowej, kolejne14 i 15 maja w Gorlicach.  Ci, którzy przyjdą, będą mieli wybór, ci co zostaną w domu, wyrażą zgodę na dotychczasowy stan rzeczy. Oczywiście pod tym warunkiem, że zgodnie z reformowanym przez Zarząd od 2010 roku Statutem mają w ogóle jeszcze jakieś prawa, bo może się okazać, że nie mają nic do powiedzenia, tylko dużo do płacenia.

.

 

 

2 komentarze

  1. reddevil pisze:

    Byłem na tym Walnym,niestety była to jedna wielka żenada.Miałem wrażenie że większość która przyszła nie miała pojęcia o czym jest mowa i za czym lub przeciw czemu głosują.

  2. […] LODOWNIĄ ZNÓW ZAWRZAŁO – PREZES NA WYLOCIE LINK DO ARTYKUŁU: „BUNT POD LODOWNIĄ” […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.