ROZDZIAŁ V – MIKUŚ

 

V

 

Mikuś

 

 

Gdy nazajutrz wstałem Beatka powiedziała cichutko – ej, Wiktor, coś tu miauczy. – Ha, ha, ha, tobie od tych wrażeń chyba w głowie miauczy – zażartowałem. – To z tej szafy! – Beatka popchnęła mnie w kierunku mebla. – Otwieraj! – Otworzyłem szafę i sam nie wierzyłem w to, co widzę. W wnętrzu był worek z napisem „Mikuś”, a w worku kotek. To jego imię widniało na kartce. Kot był mały jak moja dłoń i biały jak śnieg. Zadowolony jakby już nie pamiętał, że jeszcze przed chwilą siedział w worku, z zadowoleniem łasił się o nogi. Rodzice na pewno by się nie zgodzili, żeby u nas został, więc ukryliśmy Mikusia w starej budce w ogrodzie.

Mijały dni, a Mikuś rósł jak na drożdżach, nie mieścił się już w swoim domku. – Co teraz będzie? Może lepiej powiedzmy rodzicom? – Beatka jak zwykle już miała zacząć płakać. – Nie, bo go oddadzą do schroniska – zaprzeczyłem nerwowo. – To popytajmy w okolicy. Może ktoś zechce go przygarnąć – zaproponowała Beatka. – Dobra myśl – pochwaliłem ją. – Gdzie wyście byli? Nie było was ze trzy godziny – krzyczała na nas mama, gdy wreszcie wróciliśmy do domu. – Eee …, tak się przejść – wymyśliłem na poczekaniu.
 
A co z kotkiem ? Niedaleko nas mieszkała starsza pani , która od lat marzyła o kocie. Podziękowała nam i z zachwytem wpatrywała się w jego piękne oczy. W nagrodę dała nam świeże , tyle co upieczone pierniki , którymi najedliśmy się do syta.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.