ROZDZIAŁ I – JESTEM WIKTOR JAGÓDKA

Polecam do przeczytania bajkę napisaną przez uczennicę klasy IV szkoły podstawowej. Myślę, że nie tylko dzieci, ale także dorośli, znajdą w niej  mądrość i dobrą radę. Patrycja podpowiada, co w życiu jest ważne i o co samemu trzeba zawalczyć. Życzę miłej lektury i siły, by skorzystać z podanej recepty na osobisty sukces i dobre samopoczucie

 

🙂

Wróżka

Wróżka

 

Jestem  Wiktor Jagódka

 

Autor: Patrycja Rotko

 

– Cześć, jestem Wiktor Jagódka, mam 9 lat. Mieszkam z rodzicami i dwiema siostrami: Danką i Beatką. Danka ma 11 lat, a Beatka 6. Mieszkamy przy ulicy Kątowej. Jej krawężniki są bardzo kanciaste, stąd ta nazwa. Nikt mnie tu nie lubi. Wszyscy uważają, że jestem fajtłapą. Moje siostry wyśmiewają się ze mnie na każdym kroku. Rodzice kupują im, co chcą, a ja muszę chodzić dwa lata w tych samych spodniach. Wydaje mi się, że bardziej niż mnie lubią mojego psa. W szkole koledzy popychają mnie i szczypią. Niemal codziennie mam rozbity nos.

 

Pewnego dnia, na przerwie w szkole, siedziałem na schodach sklepiku i rozmyślałem nad swoim życiem. Gdy tak siedziałem, coś świecącego mignęło mi przed oczami. Pomyślałem, że coś mi się przywidziało. Nagle przede mną stanęła jakaś błyszcząca, piękna pani. Unosiła się nad ziemią i wpatrywała się we mnie.

 

– Dzień dobry Wiktorku – powiedziała tajemnicza postać.

 

– Dzień dobry … wydukałem nieśmiało.

 

Postać przedstawiła się jako królowa krainy Szczęścia. Następnie powiedziała, iż zauważyła, że nie jestem szczęśliwy i że chce pomóc mi to zmienić.

 

– Jak, proszę pani? – zapytałem z nadzieją.                                               

– Chodź ze mną, a dowiesz się. Zgadzasz się?

 

Zgodziłem się bez namysłu i poszedłem za królową. Po pięciu minutach wędrówki stanęliśmy w środku lasu, którego jakoś nigdy wcześniej nie widziałem. Przed nami rosło gigantyczne drzewo z ogromną dziurą w środku. Weszliśmy do środka, gdzie było ciemno, jeszcze bardziej niż w nocy w moim pokoju. Szliśmy długim, wąskim korytarzem, na którego końcu widniało jaśniuteńkie światło, tuż obok były drzwi. Królowa nacisnęła palcem światełko i powiedziała: – Kaziu, mamy nowego, młodego klienta. 

 

Zacząłem się śmiać, bo nigdy nie słyszałem takiego imienia.

 

– Z czego się śmiejesz? Nie zachowuj się jak twoi koledzy – powiedziała stanowczym, lecz łagodnym głosem pani królowa. Drzwi otworzyły się i wyszedł z nich skrzat o imieniu Kaziu. Jak się okazało, był on niemową. Zaprosił nas gestem do środka i wskazał siedzenia. Domyśliłem się, że mamy usiąść. Skrzat wyjął z kieszonki buteleczkę z jakimś płynem, a następnie wylał mi go na głowę. Już miałem się oburzyć, lecz królowa popatrzyła na mnie, jakby chciała powiedzieć: „Oj,chłopcze, lepiej nic nie mów”.

 

Skrzat odmawiał jakieś zaklęcia i gładził mi włosy. Królowa powstała, podziękowała Kaziowi i zwróciła się do mnie: – Teraz każdy, kto się na ciebie popatrzy, będzie cię szanował i lubił. Tylko pamiętaj! Nie zrób się zarozumiały, bo czar pryśnie. Obdarzaj innych takich szacunkiem, jak oni ciebie.

 

Podziękowałem jej serdecznie, po czym znalazłem się na schodach od szkolnego sklepiku. Na szczęście moje włosy były suche i uczesane jak przedtem. Nim zdążyłem ochłonąć, podszedł do mnie najbardziej lubiany kolega w klasy i zapytał: – Czy usiadłbyś dziś ze mną w ławce przyjacielu? – Czułem się cudownie. Zgodziłem się z wielkim zapałem. Na lekcji pani kazała mi iść do sekretariatu po kredę. – Mi, akurat mi! – W sekretariacie wszystkie panie chwaliły mój wygląd, a ja rzucałem im jakieś suche komplementy. Ogromnie nie chciałem, aby czar prysnął. Wszystkim się kłaniałem i chwaliłem cokolwiek. Królowa przychodziła do mnie w snach, aby mnie pochwalić.

 

Minęły dwa lata. Nadeszły moje jedenaste urodziny. Wieczorem po imprezie otwierałem prezenty w moim pokoju.

 

– Mamo! Tato! Skandal! – Zawołałem.

 

 – Tak, Wiktorku?

 

 – Dostałem na urodziny tylko dwie pary spodni i cztery pary butów! Danka i Beata będą miały teraz sto cztery ciuchy, a ja sto pięć! Nienawidzę was!

 

– Ależ synku, ty masz więcej.

 

 – Ale tylko o jeden ciuch!

 

–  Przecież wiesz, że nie mamy teraz pieniędzy.

 

Wyszedłem z pokoju, trzaskając drzwiami. Po drodze kopnąłem psa. Nagle obok mnie stanęła znana mi postać – królowa krainy Szczęścia.

 

– Czar zostaje usunięty na twoje własne życzenie! Przykro mi Wiktorku.

 

– Nie! Proszę! Nie!

 

– Wołania nic nie dadzą. Bez działania mikstury też możesz być dobry. Wystarczy zaakceptować siebie i wierzyć w siebie. Wiara to najważniejsza rzecz!  Nie słuchaj innych. Sam bądź taki, jakim chcesz być!

 

Po tych słowach pomachała mi na pożegnanie i zniknęła.

 

– Piękne słowa – pomyślałem. Wziąłem do ręki długopis i napisałem:

 

Sam możesz być dobry. Wystarczy zaakceptować siebie i wierzyć w siebie.

 

WIARA TO NAJWAŻNIEJSZA RZECZ!

 

Nie słuchaj innych. Sam bądź taki, jakim chcesz być!

 

4 komentarze

  1. Bardzo dziękuję za umieszczenie mojego opowiadania. Szkoda ,że nie jest całe , bo dalej jest wiele ciekawych rzeczy. Ale i tak świetnie 🙂

  2. bardzo ciekawa strona będę częściej tu zaglądać

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.