Zarząd socjalny czy niegospodarny?

 
 

Gorlice, tak jak Kraków i Tarnów, promują się jako miasto wspierające wielodzietne rodziny. Od 2012 polityka prorodzinna jest podobno ważnym aspektem działań władz miejskich, podejmujących działania wspierające i mające ułatwić życie rodzinom, w których jest przynajmniej troje dzieci.

– Jak to wygląda w praktyce? – Różnie.

 

 

Pięć lat bezskutecznej egzekucji czynszu to altruizm czy niegospodarność? Takie pytanie postawiłam sobie, gdy zapoznałam się z sytuacją rodziny Iksów, która zajmuje mieszkanie komunalne, będące w zarządzie Gorlickiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego, w które przekształciło się MZB. Jak wynika z przesłanego im pisma, prawo do zajmowanego lokalu stracili już w 2008 roku z powodu zaległości czynszowych, ale dopiero teraz zdecydowanie zażądano opuszczenia mieszkania i uregulowania niezapłaconych rachunków. W przypadku niezastosowania się do wezwania, zapowiedziano sprawę sądową o eksmisję.

 

Podjęte przez prezesa Igrasa działanie jest całkowicie uzasadnione. Nie można mieszkać latami na cudzy rachunek. Jedni inwestują w domy, opłacają podatki, ponoszą koszty ich utrzymania, inni przez lata składają na mieszkania spółdzielcze, również partycypują w kosztach utrzymania i eksploatacji. Pieniędzy potrzeba też na  utrzymanie budynków komunalnych, a gorlicka „komunalka” jest w tragicznym stanie. Są domu, w których najstarsi lokatorzy nie pamiętają, żeby przeprowadzano jakieś remonty.

 

Iksowie mieli szczęście. Blok, w którym zamieszkali wybudowano nie tak dawno. Niestety, radość z własnego mieszkania proporcjonalnie malała do rosnącego zadłużenia czynszowego. Zaczęły się problemy finansowe, trzeba było wybierać między jedzeniem a czynszem. W tej batalii wygrywał żołądek. W efekcie dług rósł z miesiąca na miesiąc i tak przez ponad pięć lat. Początkowe wyrzuty sumienia zastąpiło przyzwyczajenie i myśl „jakoś to będzie”.

 

Nieszczęścia chodzą parami, nie dość że zadłużenie obciążające konto Iksów sięgnęło sumy przerastającej ich możliwości finansowe, to jeszcze w rozsypce znalazło się małżeństwo. Sąd zdecyduje, które z rodziców otrzyma opiekę nad trójką malutkich dzieci, ale to już inny wątek tej smutnej w sumie rodzinnej historii. Wracając jednak do sedna sprawy, to mam jeden wniosek; rodzinę Iksów zarządca budynku komunalnego skrzywdził, wykazując się przy tym niegospodarnością. Warto ludziom pomagać i należy dać czas, na regenerację domowego budżetu, w którym pojawiająca się „dziurę” spowodowana jest najczęściej, charakterystyczną dla lokalnego rynku, utratą pracy. Szansa musi mieć jednak jakieś granice. Rok wakacji czynszowych to duża pomoc dla tych, którzy znaleźli się w kryzysie. Dwa lata to już ryzyko, ale ponad pięć lat to bezmyślne kumulowanie obopólnych strat. Z góry można było przewidzieć, że czynsz nigdy nie zostanie uregulowany, a tak dużych strat można było uniknąć, i to z zyskiem dla obu zainteresowanych stron.

 

Gdyby rodzinie Iksów zaproponowano znacznie wcześniej mieszkanie socjalne, można byłoby mieć nadzieję, że z czasem wyrównaliby powstałe wcześniej zaległości, a w między czasie lokal przejąłby nowy lokator, który, z korzyścią dla wszystkich, płaciłby nie tylko za media, eksploatację,  ale i partycypowałby w funduszu remontowym.

 

W przedstawianej sytuacji rozminięto się z logicznym myśleniem i rachunkiem ekonomicznym. Doprowadzono do ogromnego zadłużenia lokalu, którego dotychczasowi najemcy nie będą w stanie spłacić, mogą go jedynie „odsiedzieć”, ale ten wariant nikomu nie przyniesie korzyści, tym bardziej, że wówczas małoletnie dzieci musiałyby przejść pod opiekę państwa. I tym sposobem spirala bezradności i nieodpowiedzialności coraz bardziej się nakręca. Najgorsze jest to, że w tym konkretnym przypadku nie ma wygranych, bo ktoś zbyt długo się zastanawiał, co zrobić z niewywiązującymi się ze swoich obowiązków lokatorami.

 

Obecnie o pomocy nie ma już mowy. Jest natomiast wezwanie do opuszczenia lokalu, zapłacenia zaległego czynszu, który na dzień dzisiejszy sięga około piętnastu tysięcy złotych i zapowiedź skierowania sprawy do sądu. Można powiedzieć, że pismo to cofa czas przynajmniej o trzy lata. Gdyby rodzinę wcześniej, bez sądowego pośrednictwa, wyprowadzono do tańszego w utrzymaniu, lokalu socjalnego, ograniczono by straty finansowe spółki miejskiej, jaką jest GTBS, a Iksom oszczędzono by złych emocji związanych z rosnącymi zaległościami czynszowymi i dyskomfortem psychicznym spowodowanym strachem przed eksmisją. Teraz mają jedno i drugie. Sprawę postawiono na ostrzu noża i wygląda na to, że w mieście, którego władze promują się poprzez „Kartę Wielkiej Gorlickiej Rodziny”, taka właśnie rodzinę w świetle prawa wyprowadzi się na bruk.

Dla Iksów ostatnią deską ratunku jest sąd, który, ze względu na dzieci w wieku od dwóch do siedmiu lat, w wyroku eksmisyjnym zobowiąże Gminę Miejską Gorlice do wskazania rodzinie lokalu socjalnego, czego im z całego serca życzę, bowiem za powstałą sytuację nie  tylko oni ponoszą odpowiedzialność. Dzieląc domowy budżet nie wybierali luksus, tylko to, co pozwoliło im przeżyć. Znacznie większa wina leży po stronie  zarządcy mienia komunalnego, który nie sięgnął w odpowiednim czasie po środki, które zminimalizowałby straty obu stron.

 

W obecnej sytuacji niezapłacony dług pozostanie niezapłaconym długiem, jeżeli oczywiście nie został rozpisany, przynajmniej częściowo, na współlokatorów budynku, który przez lata był domem Iksów. Pięcioosobową rodzinę czeka natomiast stresująca sprawa sądowa i eksmisja. Mam nadzieję, że to czarny scenariusz, ale niestety bardzo prawdopodobny.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.