Spółdzielco, ty jesteś pracodawcą, nie bądź ofiarą!

 
 

 

Spółdzielnie mieszkaniowe to swego rodzaju stowarzyszenia, których członkowie są nie tylko współwłaścicielami majątku, ale także zatrudniają administrację i prezesa, których działania, za pośrednictwem swoich przedstawicieli w radach nadzorczych, kontrolują. Tyle teoria, praktyka pokazuje jak jest naprawdę. W spółdzielniach rządzą prezesi, rady nadzorcze im przytakują, a spółdzielca – pracodawca sprowadzony jest do roli podrzędnego płatnika, odpowiadającego, również finansowo, za błędne decyzje swoich pracowników.

 

– Kto jest winien wypaczeniom demokratycznych zasad, leżących u podstaw spółdzielczości? – Spółdzielcy! – To właśnie oni przez swoją bierność, wygodnictwo i dla tzw. świętego spokoju, przymykając oczy na różne nieprawidłowości, powodują, że ludzie, którym powierzyli zarząd nad wspólnym mieniem, rządzą nim jak prywatnym folwarkiem, za nic mając swoich pracodawców. Spółdzielnie to jedyne „zakłady pracy”, w których zatrudniający obawia się zatrudnionego. – Taka jest prawda.

 

Gorlicka Spółdzielnia Mieszkaniowa Pod Lodownią nie odbiega od powyższego schematu, a jej członkowie wpisują się w ogólny obraz spółdzielcy, który w zdecydowanej większości nie korzysta ze swoich uprawnień, przyjmuje, że prezes jest władzą, której lepiej się nie narażać i z obojętności, bezsilności lub chęci unikania konfliktów nie znajduje czasu, by raz w roku przyjść na zebranie walne i wyrazić swoje zadowolenie, bądź niezadowolenie z pracy zatrudnionych przez siebie ludzi.

 

Zgodnie z przepisami walne zgromadzenie członków jest najwyższą władzą spółdzielni. Podczas jego obrad w demokratycznym głosowaniu członkowie przyjmują lub odrzucają przedkładane przez Zarząd uchwały, decydują o zapisach statutowych, o sposobach zarządzania, mogą też podziękować za pracę zarządowi i radzie nadzorczej, nieudzialając absolutorium. Mogą, ale z jakiegoś powodu nie chcą.

 
Ze względów strategicznych, bo na pewno nie organizacyjnych, walne dzielone jest na części, co znacznie osłabia odwagę nielicznych uczestników. W dużej grupie niezadowoleni mają większą siłę, w małych wolą się nie wychylać i tym sposobem prezesi trwają i rządzą. Jeden z nich, który tej strategii nie wprowadził, stracił stanowisko.

 

Kwietniowe walne zgromadzenie Spółdzielni Mieszkaniowej Pod Lodownią kolejny raz pokazało, że łatwiej narzekać, niż przyjść na zebranie i otwarcie wyrazić swoje niezadowolenie, a są do niego powody. Czynsze wzrastają systematycznie, a osiedle nie pięknieje. Koszt utrzymania Zarządu rośnie, tak jak i pensja prezeski i jej zastępczyni. W ubiegłym roku tylko Zarząd kosztował spółdzielców grubo ponad pół miliona złotych – jest więc z czego rozliczać, są podstawy by wymagać. Pensja pani prezes to prawie pięć i pół tysiąca złotych miesięcznie, a Rada Nadzorcza nadal ją podnosi, do tego premie kwartalne i brak odpowiedzialności za podejmowane decyzje. Prezes to ma klawe życie, można powiedzieć parafrazując starą piosenkę o cesarzu.

 

Niestety, nie tylko pobory rządzących Spółdzielnią pań kolą w oczy i pustoszą kieszeń. Obciążeniem dla comiesięcznego czynszu jest także koszt utrzymania zatrudnionego przez Spółdzielnię, czytaj: spółdzielców, biura prawnego, które sięga trzydziestu tysięcy złotych, cztery i pół tysiąca to koszt zużywanych przez Zarząd materiałów biurowych, podobną sumę pochłaniają rozmowy telefoniczne, natomiast prenumerata prasy już tylko, albo aż, tysiąc czterysta złotych. Rozliczenie przejrzeć można było w biurze. – Ilu spółdzielców z tej możliwości skorzystało? – Po reakcji trzydziestu paru uczestników jednej z części walnego sądzić można że jedna. To nie koniec niespodzianek. Okazało się, że na Spółdzielnię nałożona została kara administracyjna za niedozwoloną wycinkę drzew. Do zapłacenia jest kilkanaście tysięcy złotych. Kto zapłaci? – Oczywiście spółdzielcy. – Co na to Rada Nadzorcza? – Nic, a zareagować powinna, za działania kontrolne jej członkowie otrzymują diety, w sumie prawie dziesięć tysięcy złotych rocznie.

 

Co jakiś czas działalność Spółdzielni kontrolowana jest przez Związek Rewizyjny, oczywiście odpłatnie. Protokół pokontrolny jest jednym z podstawowych argumentów potwierdzających właściwe jej funkcjonowanie, jest też jednym z czynników uwiarygodniających pracę Zarządu i udzielanego absolutorium . Czy przedstawiane wyniki są wiarygodne?

 

Tu posłużę się fragmentem odpowiedzi udzielonej przez prokuratora generalnego na interpelację poselską:

 

„ … obecne ustawowe usytuowanie instytucji lustracji spółdzielni nie spełnia swojego zadania. Badania lustracyjne w spółdzielniach przeprowadzają bowiem związki rewizyjne, których członkami są spółdzielnie mieszkaniowe, zaś lustratorzy to często pracownicy spółdzielni lub członkowie ich organów. W zakresie jakości i rzetelności lustracji przeprowadzanych w spółdzielniach przez związki rewizyjne i Krajową Radę Spółdzielczą członkowie spółdzielni wyrażają opinię, że podmioty te nie gwarantują minimum obiektywizmu, są bowiem finansowane ze składek spółdzielni w nich zrzeszonych. Ponadto niejednokrotnie lustratorami spółdzielni są osoby pełniące różne funkcje, w tym przede wszystkim prezesów, w spółdzielniach mieszkaniowych w innych regionach kraju. Lustracje takie w opinii spółdzielców są karykaturą tego badania i określane są mianem ˝lustracji kolesiów˝.

 

Parę lat temu taki wniosek polustracyjny uderzył w czterdziestu członków Spółdzielni Mieszkaniowej Pod Lodownią, stał się bowiem podstawą decyzji pani prezes o pozbawieniu ich prawa własności do garaży, których budowę w całości sfinansowali. Przewodnicząca Rady Nadzorczej swoim podpisem prawidłowość przydziałów od strony prawnej uwiarygodniała, nie negowały ich kolejni lustratorzy. – Co się zmieniło, że kilka lat później ta sama przewodnicząca podpisała dokument prawu własności zaprzeczający? – Oprócz Zarządu nic! – To tylko mały przykład stawiający pod znakiem zapytania wiarygodność ludzi wynajętych do zarządzania wspólnym mieniem.

 

Bezsilność spółdzielców wobec pracowników – prezesów jest problemem ogólnopolskim. Tematem zajęli się posłowie. – Czy zakończą ich dyktaturę i bezkarność? – Czas pokaże. Na pewno nie zrobią tego zainteresowani, brak im bowiem odwagi i determinacji – płaczą i płacą, a kiedy zabraknie pieniędzy na czynsz, obudzi ich eksmisja na bruk – w kwestii pieniędzy, nie ma litości.

 

Większość spółdzielców, zamykając się w swoich czterech ścianach, daje wolną rękę Zarządowi. Zdając się na Radę Nadzorczą, nie przyjmują do wiadomości faktu, że jedno mieszkanie jest tylko małą częścią większej całości i jeżeli, w którymś miejscu tej całości coś zacznie szwankować, konsekwencje poniosą wszyscy, chociażby w wysokości czynszu, w którym rozliczona jest każda złotówka wydana potrzebnie i niepotrzebnie. Każdy spółdzielca ponosi koszty amortyzacji, opłaty gruntowe, remontowe, ale także sponsoruje pensje Zarządu, przyznawane premie, diety, opłaca spółdzielczych prawników, płaci też kary. Naturalnym jest, że kto płaci, ten wymaga, anomalią w spółdzielniach jest natomiast to, że wymagających jest niewielu. W sprawozdaniu za rok 2012 napisano: „W roku 2012 nie wpłynęła do Zarządu Spółdzielni żadna skarga ani wniosek”. No cóż, tylko pogratulować. Jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej, tylko za jaką cenę? W tym przypadku rosnący czynsz w najdroższej z gorlickich spółdzielni mieszkaniowych, a także ilość członków, których nie stać na jego płacenie oraz ilość eksmisji, będzie najlepszym miernikiem tego ogólnego zadowolenia.

 

PŁACZ I PŁAĆ

RACHUNEK, BRAKUJE TYLKO NUMERU BUTA

 

 

2 komentarze

  1. […] a dotyczył podrzędnej roli spółdzielców wobec opłacanego przez nich Zarządu. Artykuł: „Spółdzielco, jesteś pracodawcą, nie bądź ofiarą” odnosił się do Spółdzielni Mieszkaniowej Pod Lodownią w Gorlicach. Upubliczniłam w nim koszty […]

  2. jan pisze:

    Kłamstwo te koszty są roczne a nie miesięczne Proszę nie wprowadzać ludzi w błąd

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.