Penisowa batalia radnego Musiała

 
 

W ramach lansowanej w Radzie Miasta Gorlice polityki miłości, kierujący się dobrem dzieci i pismem nieokreślonych rodziców, przewodniczący Rady Miasta Bogdan Musiał zdecydowanie zabrał głos w sprawie „szkolnego penisa”, który stał się wątpliwą ozdobą uczniowskiego buta. Jak można sądzić poruszył nie tylko oświatę, ale i media. Tym razem red. Szeliga z „Gazety Krakowskiej” w oparciu o otrzymaną z Urzędu relację, w sprawie zabrał głos, czyniąc mnie bohaterką pierwszej i trzeciej strony, tego poczytnego na lokalnym rynku dziennika, i w czasie, gdy cały świat mówił o mastektomii Angeliny Jolie, w Gorlicach przez przypadki odmieniano moje nazwisko w połączeniu z fallusem i jego synonimami.

 


 

Bogdan Musiał do Wydziału Oświaty i Kultury:

 

 

Moja odpowiedź na pismo radnego Bogdana Musiała skierowana do Dyrektor MZS nr 1 oraz Wydziału Oświaty i Kultury w Gorlicach

 

Zgodnie z art. 6 Karty Nauczyciela, nauczyciel zobowiązany jest rzetelnie realizować zadania związane z powierzonym mu stanowiskiem oraz podstawowymi funkcjami szkoły: dydaktyczną, wychowawczą i opiekuńczą, i z tych zadań należycie i z pełną odpowiedzialnością się wywiązuję, przede wszystkim dobro dziecka mając na względzie.

 

Pismo radnego Bogdana Musiała skierowane do Kierownika Wydziału Oświaty i Kultury w Gorlicach traktuję jak swego rodzaju pomówieniem rzuconym pod moim adresem.

 

Pan radny Musiał posługuje się w nim słownictwem wypaczającym charakter incydentu, do którego rozwiązania, jako wychowawca klasy, byłam zobowiązana, gdyż o autorstwo obscenicznego rysunku umieszczonego na butach jednej z uczennic, dzieci wzajemnie się obwiniały. Dojście do prawdy wydawało się niemożliwe, bowiem do zniszczenia doszło w szatni, w której boksy nie są monitorowane. Uczniowie w większości buty widzieli, o umieszczonym na nich rysunku przedstawiającym genitalia męskie i towarzyszącym mu wulgaryzmie dyskutowali.

 

Jako wychowawca nie mogłam w sprawie być bierna. Wychowanie to nie przymykanie oczu na trudne sprawy. Przyjęty przeze mnie sposób znalezienia winnego, może niezbyt konwencjonalny, możliwe, że niektórych bulwersujący, okazał się skuteczny. Poprosiłam dzieci, by narysowały to, co zostało zilustrowane na butach. Wśród oddanych mi „ilustracji” jedna w 100% pokrywała się z pierwowzorem.

 

Od wspomnianego incydentu uczniowie nie skarżą się na niszczenie rzeczy w szatni. Mogę więc wnioskować, że czas poświęcony próbie rozwiązania problemu nie został zmarnowany, a wręcz odwrotnie, dzieci nauczyły się czegoś o odpowiedzialności, poszanowaniu cudzej własności i konsekwencjach. Potwierdziło się też powiedzenie, że kłamstwo ma krótkie nogi. Wbrew pozorom i przedstawionej przez pana Musiała interpretacji, w moim odczuciu lekcja skończyła się wychowawczym sukcesem, chociaż nie obyło się bez łez. W związku z czym o pomoc zwróciłam się do pani pedagog, która z uczennicą przeprowadziła rozmowę, nikt nie postawił też dziewczynce zarzutu zniszczenia obuwia. O całej sprawie rozmawiałam także z matką uczennicy, a podczas wywiadówki o incydencie poinformowałam rodziców, którzy nie zgłaszali pretensji, nie wnosii też uwag.

 

W związku z powyższym nie miałam informacji, że w sprawie prowadzone było jakieś dochodzenie. Pan radny Musiał pisze o zeznaniach rodziców i dzieci. Zeznania składa się w sądzie lub na policji, o czym pan radny wie, ponieważ oskarżył mnie o naruszenia jego dóbr osobistych, w czerwcu spotykamy się w sądzie. Fakt ten pod znakiem zapytania stawia intencje przesłanego przez radnego Musiała do Wydziału Oświaty i Kultury pisma, a zastosowane słownictwo jest swego rodzaju manipulacją słowną, sugerującą działania prawne.

 

W ostatnim akapicie skargi z 7 maja 2013 roku pan Musiał pomawia mnie o przekazywanie dzieciom informacji na temat spraw sądowych, w których uczestniczę. Zarzut ten wydaje mi się bez znaczenia, jednak dla pana Musiała widać jest ważna. W związku z tym wyjaśniam, że przeprowadziłam, w oparciu o materiały dydaktyczne wykorzystywane w szkole, zajęcia wychowawcze „Dziecko w sądzie”. Na lekcji dzieci dowiedziały się, co to sąd rodzinny, jaką rolę odgrywają: sędzia, prokurator, adwokat, co to jest wokanda, jak w sądzie należy się zachowywać. Dzieci odwoływały się do seriali: „Sędzia Maria Wesołowska”, „Sąd rodzinny”, rozmawiały także o uczniach klasy VI MZS nr 1, którzy przed sądem rodzinnym stawali.

 

Puentując swoje wyjaśnienia dodam, że nauczyciel może ponieść odpowiedzialność dyscyplinarną nie tylko za bezprawne działanie, ale również za bezprawne zaniechanie, ja o tej zasadzie pamiętam i nie unikam trudnych sytuacji. Dla dobra uczniów reaguję na problemy, staram się je rozwiązywać wspólnie z zespołem klasowym. Gdy jest taka potrzeba, korzystam z pomocy rodziców lub pedagoga.

 

Pan radny Musiał za daleko posunął się w swoich ocenach moich działań wychowawczych. Niestety nie mogę ustosunkować się do zarzutów wspomnianych w piśmie rodziców, bo takie pismo nie zostało mi przedstawione, a ponieważ radny Musiał nie cieszy się moim zaufaniem i autorytetem, nie mam podstaw wierzyć, w to co pisze.

 

Kodeks postępowania administracyjnego jasno określa procedury dotyczące składania skarg. W przypadku zgłoszenia skargi ustnie, przyjmujący zgłoszenie sporządza protokół, który podpisują wnoszący skargę i przyjmujący zgłoszenie, prościej jest w przypadku skarg złożonych pisemnie. Skargi niezawierające imienia i nazwiska oraz adresu wnoszącego pozostawia się bez rozpoznania, a taka właśnie przekazana została dyr. Brudniak. Nawiązując do tego ustawowego zapisu, mam wątpliwości czy w mojej sprawie zastosowano właściwe, zgodne z prawem procedury, a co za tym idzie rodzi się pytanie dotyczące charakteru pisma pana Musiała, za którym kryją się anonimowi rodzice. Powołując się na bliżej nieokreślone osoby można interpelować o naprawę dziury w chodniku, a nie ingerować w konkretne środowisko, zwłaszcza gdy chodzi o dobro dzieci. Wychowanie to współpraca rodziców i szkoły, i gdy na tej linii zawodzi, rodzą się konflikty i porażki wychowawcze, o czym pan Musiał zapewne nie wie, bo szkołę, jak zdążyłam zauważyć, zna od strony swojego zawodu.

 

Pani dyrektor Brudniak – jak twierdzi – o sprawie nie wiedziała, chociaż o sposobie rozwiązania klasowego problemu w szkole mówiłam głośno. Od piątku 10 maja przesłuchuje rodziców i dzieci. O piśmie Musiała i stawianych mi zarzutach dowiedziałam się w dniu powrotu po chorobie do pracy tj. w poniedziałek 13 maja. Nie dano mi czasu na przygotowania przemyślanego, skonsultowanego z rodzicami uczniów stanowiska. Z rodzicami uczniów klasy IV spotykam się 14 maja, o czym poinformowałam dyrekcję i pedagoga.

 

Podobnie jak dyrektor Brudniak zadziałał dziennikarz „Gazety Krakowskiej”, którego, jak się domyślam, do napisania tekstu prasowego zainspirował radny Musiała. Korzystający z informacji z Urzędu Miasta, pan Szeliga, żądał ode mnie ustosunkowania się do stawianych mi w piśmie zarzutów, i to na gorąco, w czasie przerwy między lekcjami. Zaskoczenie, to metoda wydobywcza zastosowana przez dyrekcję MZS nr 1 i wspomnianego przedstawiciela mediów, z którym – nauczona doświadczeniem – przez telefon nie zdecydowałam się prowadzić w szkole rozmowy i odpowiadać na tendencyjne pytania.

 

Skargi rodziców są wpisane w zawód nauczyciela. Prędzej czy później każdy uczący musi się z tym problemem zmierzyć. Ważne, by zarzuty były kierowana z zachowaniem procedur, rzeczowe i konkretnie sprecyzowane, na względzie miały dobro dzieci, nie personalne rozgrywki, a dyrektor nie przyjmował pozycji prokuratora tylko negocjatora.

 

6 komentarzy

  1. Kacper pisze:

    Burza w szklance wody… według mnie na psa zawsze kij się znajdzie… Jakby Pani zaniechała próby dojścia do konsensusu w związku z incydentem zarzucono by Pani bierność – a niszczenie mienia innych dzieci tym niewątpliwie jest…Każdy dobry pedagog znając relacje zachodzące w klasie a także stopień „rozwinięcia” dzieci w temacie, myśle że podjąby się próby rozwiązania tematu (a Panią, pomimo że nie byłem Pani wychowankiem uważam za dobrego i doświadczonego pedagoga) – bo co jak co ale u dzieci kilkukrotne pobłażanie spodowuje upadek relacji uczeń-nauczyciel. Kolejny przykład że w naszym grajdołku gorlickim nieszablonowe, lecz skuteczne i pożyteczne działania skazane są na potępienie.Szkoda…

  2. obserwator pisze:

    Radny Musiał mistrz stylu i gramatyki 🙂 !!!!!!!!

  3. Piotr pisze:

    Teraz czuje się Pani oszkalowana, a jak Pani osobiście szkalowała gorlickich radnych na portalu opiniującym polityków, wszystko było w porządku i cacy. Wstrętna, pseudopolityczna retoryka!

    • anowak pisze:

      Do Piotra: Za takie właśnie pomówienie pan Jarosław Rozpłochowski publikował przeprosiny w „Gazecie Krakowskiej”, „Dzienniku Polskim”, czekam jeszcze, że zgodnie z sądowym wyrokiem zrobi to na swojej stronie internetowej. Tak więc kolejne wpisane pomówienie jest nieaktualne, wyjaśnione i osadzone. Wyrok sądowy, z uzasadnieniem i treścią przeprosin do wglądu na FB

  4. edarek pisze:

    Pani Alicjo, jesteśmy z Panią. W Pani przypadku zastosowano starą sprawdzoną metodę „dajcie człowieka, paragraf się znajdzie”, tu wykorzystano pretekst. Paragrafu dopiero szukają. BANDA!!!

  5. Fan pisze:

    Pani Alicjo. Co ma Musiał do oświaty. Chodzi po rynku
    i głównych ulicach miasta. Nikt mu nawet głową nie kiwnie
    Jest ignorowany. Stary, zakompleksiony człowiek bez autorytetu.
    Może dotrwa jeszcze rok, ale lepiej niech się nie pokazuje.
    Marna przyjemność go widzieć

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.