Nabici w korki

 

Służby ratunkowe, a przede wszystkim karetki pogotowia nie mogą bezkolizyjnie i w optymalnym czasie dotrzeć do potrzebujących pomocy. Wąskie i zatłoczone gorlickie ulice, zabezpieczone ciągami łańcuchów skutecznie uniemożliwiają kierowcom manewr pozwalający przepuścić pojazd na sygnale. Kuriozum to bariera biegnąca wzdłuż ulicy Sienkiewicza, symbolizująca zapewne brak wiary władz w rozsądek użytkowników dróg, innego uzasadnienia dla betonowego balastu nie mogę znaleźć. Chaos komunikacyjny trwa, a światełka w tunelu nie widać, ujrzą je jedynie ci, do których nie zdąży dojechać przyblokowana na zatłoczonej ulicy karetka reanimacyjna.

 

Betonowa bariera dla karatek pogotowia
Betonowa bariera dla karatek pogotowia

 

Rondo koło drukarni  i skrzyżowanie na Zawodziu to dwa komunikacyjne korki. Płynny przejazd między nimi jest niemożliwy, i to nie tylko w godzinach szczytu. Przy tej okazji sunący w żółwim tempie sznur samochodów wpuszcza w miejską atmosferę tumany spalin, w które zamieniają się inwestowane w paliwo złotówki. Mający poczucie humoru mogą ten stan podciągnąć pod prężnie działającą promocję, bo nawet przejeżdżający przez Gorlice przypadkowy podróżny czuje się jak turysta. Wolne tempo jazdy daje bowiem możliwość  studiowania w szczegółach okolic Bieckiej  i stąd też pewnie powtarzana przez władze legenda o turystycznym charakterze miasta.

 

 

Nie tak miało być, nie takie przez lata zakładano rozwiązania komunikacyjne. Zastosowane rozstrzygnięcia świadczą o braku ekonomicznego, społecznego i perspektywicznego myślenia. Nie ma racjonalnych przesłanek uzasadniających odstąpienie od wcześniej założonych planów. Tłumaczenie, że na odkupienie od właścicieli przeznaczonych na ten cel gruntów zabrakło w miejskiej kasie pieniędzy, można między bajki włożyć. Inwestycje były planowane, koszty przewidywalne, a rozłożenie ich w czasie możliwe. Ktoś podjął decyzję, by przeznaczone pod cele komunikacyjne działki poszły w prywatne ręce, ktoś inny dał pozwolenie na ich zabudowę, w efekcie ktoś  zarobił na tym, na czym straciliśmy i tracimy wszyscy.

 

 

Pierwszymi ofiarami planowanych przed laty, a nie zrealizowanych rozwiązań, byli lokatorzy domu przy Bieckiej 1, jednego z niewielu, który przetrwał pożogę wojenną i dawał świadectwo lokalnej historii i architektury. Prawie ćwierć wieku wstecz, działki stanowiące integralną część nieruchomości, wpisane zostały w planowaną szeroką miejską  ulicę, co przesądziło o warunkach życia lokatorów kamienicy. Budowa drogi była głównym argumentem w prowadzonych między nimi a władzami miejskimi polemikach. Mieszkańcy domagali się podłączenia kamienicy do wodociągów, Urząd, powołując się na plany związane z rozbudową infrastruktury drogowej, tego cywilizacyjnego udogodnienia konsekwentnie odmawiał. Informacje typu: „budynek usytuowany jest na trasie projektowanej drogi przez „Stawiska”, co uwzględnione zostało w planie zabudowy przestrzennej miasta Gorlice i przeznaczony jest do rozbiórki. W związku z tym nie ma podstaw prawnych zezwalających na podnoszenie standardu technicznego w/w budynku”, powtarzano jak refren,  który skutecznie niweczył marzenia o wodzie płynącej z kranów.

 

 

Nadzieja na usprawnienie ruchu drogowego w mieście zniknęła, wraz z powstaniem stacji paliw na Zawodziu i budowy klombu, zwanego rondem koło drukarni. Obecnie dobrych rozwiązań nie ma. Chaos komunikacyjny trwa, bywa że wzrasta, gdy niepełnosprawne okazują się sterujące światłami czujniki.  Znaki nakazu, zakazu, rozrzucone bezsensownie tu i ówdzie wysepki, niefortunnie usytuowany na newralgicznym odcinku przystanek autobusowego, zamykanie dla ruchu kołowego ulic, w połączeniu z brakiem miejsc parkingowych, to interes dochodowy. Zakładane do miejskiego budżetu wpływy z mandatów zrealizowane zostały  w pierwszym półroczu tego roku niemal w 100%.

 

 

W czerwcu bieżącego roku  Ratusz radośnie obwieścił, że wydano pieniądze na stworzenie studium wykonalności dla budowy drogowego obejścia Gorlic, którego celem ma być odciążenie centrum miasta. Optymistyczna wizja, jednak prawda jest taka, że plany konkretne już były i gdyby dopilnowano ich realizacji, to dziś kierowcy przejeżdżaliby przez Gorlice, nie tracąc nerwów i czasu, a pieniądze na kolejną analizę drogową można by przeznaczyć na inne ważne społecznie cele. Realizacja budowy obwodnicy Gorlic, czy obejścia, a to duża różnica, to pomysł bardzo odległy w czasie, i raczej mało realny. Barierą będą w tym przypadku na pewno pieniądze. Unia zakręca kurki z euro, rząd inwestuje w metropolie, a miasto już właściwie wyprzedało to, na co znalazło kupca, by dofinansowywać rozbudowę infrastruktury drogowej w strefie ekonomicznej. Chciałabym w tej kwestii nie mieć racji. Mam jednak nieodparte przeczucie, że doczekamy się obwodnicy tak samo, jak lokatorzy Bieckiej 1 skanalizowania stuletniej kamienicy.

Tagged with:
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.