Praca, ale tylko dla swoich

 

Zasada równego dostępu do służby publicznej została zagwarantowana w Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej. Otwarty i konkurencyjny, określony ustawami nabór na stanowiska urzędnicze miał być tego gwarancją, jednak jak wykazały ostatnie afery z działaczami PSL w roli głównej, powiązania rodzinne i polityczne stanowią lepszą rekomendację niż wypracowane kompetencje. Co gorsza „szczególne” preferencje stosowane przy naborze nie są odkryciem ostatnich miesięcy. O stosowaniu tego typu praktyk mówi opublikowany w 2010 roku raport NIK, w którym przedstawiono wyniki kontroli sposobu naboru na stanowiska samorządowe w losowo wybranych gminach.
 

 

 

 
 
Jak sprawa wygląda w Gorlicach trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Kontrolerzy NIK tu nie dotarli. Obserwacja i analiza kilku przypadków, to jedyna metoda pozwalająca zdobyć subiektywną wiedzę na temat możliwości otrzymania samorządowego etatu. Moje spostrzeżenia nie są zbyt bogate, ale i dostęp do dokumentów mam ograniczony. To o czym piszę, oparłam na własnych obserwacjach i relacjach osób, które o miejsce pracy w jednostkach podległych gminie się ubiegały.

 

Jeszcze w poprzedniej kadencji zwróciłam uwagę na „wyśrubowane” warunki jakie postawiono ewentualnym kandydatom na stanowisko kierownika MZB. Dwa ogłoszone przez burmistrza Sterkowicza nabory nie przyniosły efektów. Najprawdopodobniej przyczyniły się do tego właśnie wygórowane warunki – coś w rodzaju młoda, piękna i z wieloletnim doświadczeniem. – No cóż, w takiej sytuacji ustawa pozwala burmistrzowi na samodzielny wybór i z tej możliwości skorzystał. Styl w jakim kariera ściągniętego z Tarnowa kierownika się zakończyła, sugeruje, że kwalifikacje jego daleko odbiegały od tych stawianych w ogłoszeniach konkursowych. Sposób obsadzenia stanowiska kierownika MZB dziwnym zbiegiem okoliczności wpisuje się w krytyczny zapis z protokołu pokontrolnego NIK: „(…) nie wyłanianie kandydatów w drodze przeprowadzonego konkursu, a następnie powierzenie stanowiska osobie, która nie brała udziału w konkursie, często niespełniającej kryteriów.”

 

Interesująca wydaje się historia pewnego absolwenta studiów prawniczych, specjalizującego się w finansach publicznych, który aplikował na stanowisko referenta w MZB – odesłano mu dokumenty z dopiskiem, że nie spełnia warunków – zgodnie z przepisami akta sprawy należy przechowywać przez okres dwóch lat. Tak czy inaczej konkurs przeprowadzono. Pracę otrzymała pani, która wcześniej pracowała w MZB na zastępstwach. Przedstawiony przypadek jest świetną ilustracją dla kolejnej zapisanej w w/w protokole uwagi: „W drodze otwartego konkursu jako najlepszego kandydata wyłaniano osoby, których zatrudnienie poprzedzone było wykonywaniem pracy na tych stanowiskach na podstawie umów zawartych na zastępstwo, a kryteria były dopasowane pod konkretnych kandydatów.”

 

Obecnie nie ma już MZB, na jego gruzach powstał TBS. Nowa jednostka, to nowe kierownictwo. Zmagania konkursowe wygrał wieloletni prezes jednej z gorlickich spółdzielni mieszkaniowych. Ufam, że na wygraną wpływu nie miał fakt, że jest on kolegą z listy partyjnej burmistrza Kochana i wspierającym jego ugrupowanie kandydatem do samorządu – trzecie miejsce na liście wyborczej z okręgu nr 1.

 

Koligacje partyjne nasuwają się również w przypadku obsadzenia stanowiska asystenta, ale tu nie można nic burmistrzowi zarzucić. Zgodnie z ustawą o samorządzie gminnym decyzja należała do niego – bliska i zaufana osoba na tym stanowisku, to warunek dobrej współpracy. Z tego co wiem, panowie współdziałają od wielu lat, a to dla podwładnego najlepsza rekomendacja. Inaczej by się jednak sprawa miała, gdyby okazało się, że ”laureatami” miejskich konkursów zostawali inni byli współpracownicy – mam nadzieję, że w Gorlicach takie sytuacje nie miały miejsca.

 

Jednym z działań zapewniających pracę „swoim”, na które zwrócili uwagę kontrolerzy NIK, jest likwidacja jednego stanowiska i tworzenie kolejnego. No cóż, w Gorlicach taki przypadek możliwe że miał miejsce. W 2010 roku w ratuszu pracował Inspektor do spraw społecznych. Zajmujący je doktor socjologii stracił pracę. – Ograniczenia w administracji dyktowane oszczędnościami – pomyśli ktoś. – Niestety, w krótkim czasie na stronach Urzędu Miasta pojawiła się informacja o naborze na stanowisko Pełnomocnika do spraw społecznych. Zamiana rzeczowników w nazwie, korekta kompetencji i prawnie wszystko się zgadza. Odbył się konkurs i pracę otrzymał młody człowiek, który na liście PO z okręgu 1. miał miejsce czwarte – czyżby zbieg okoliczności?

 

W opisywanym temacie nie prowadziłam dziennikarskiego śledztwa, nie mam też dostępu do informacji wrażliwych. Nie mniej zbieżność podanych przykładów z tym, co pracownicy NIK przedstawili w sporządzonym raporcie, daje do myślenia. Kontrolerzy stwierdzili, że w większości gmin przeprowadzane nabory nie dawały równych szans, nie gwarantowały wyboru najlepszych kandydatów. Przy naborach manipulowano procedurami, by pracę otrzymywali „właściwi” ludzie – nie ci najlepsi, lecz najlepiej „ustawieni”. Wśród najczęściej stosowanych nieuczciwych zabiegów wymieniono: niewłaściwą weryfikację dokumentów – obniżenie punktacji z powodu ich braku, chociaż takie były załączone, kwalifikowanie kandydatów o nieprotokołowane ustne odpowiedzi na pytania, ocenianie całym składem komisji rekrutacyjnej, nie ustalenie zasad naliczania punktów, nie określanie ważności pożądanych cech jakimi powinien się charakteryzować kandydat, ustalanie kryteriów nieadekwatnych do zadań na obsadzanych stanowiskach, za to odpowiadających kwalifikacjom preferowanych osób, odsyłanie złożonych dokumentów, co równa się zacieraniu śladów konkurencji. Niestety, i przeprowadzane testy dawały możliwość sterowania oceną, a co za tym idzie wygraną w walce o miejsce pracy. Lista nadużyć jest długa. Ujawniono także przykłady braku czytelnych i niezmiennych kryteriów oceniania kandydatów, co skutkowało nepotyzmem, inspirowało zachowania korupcyjne, a przegranym nie dawało możliwości odwołania się od decyzji komisji konkursowych.

 

Jak to wygląda w Gorlicach? O to należałoby spytać byłych kandydatów oraz członków komisji, bo tylko oni tak naprawdę mogą powiedzieć czy brali udział w konkursach, czy stworzonej na potrzeby ustaw fikcji.

 

Bogate w sukcesy „swoich” są i inne dziedziny życia społecznego i gospodarczego. Przetargi, zamówienia publiczne to temat rzeka, dobry na kolejny artykuł. Nie mniej pewne preferencje dały się zauważyć i na gorlickim podwórku. Sporo dyskusji w mieście wywołała współpraca miasta w promowaniu jednej z gorlickich restauracji. Pretekstem do finansowego i osobowego wsparcia stał się obchodzony w Gorlicach Rok Łukasiewicza. Ile na wspomnianej imprezie skorzystał wynalazca, a ile restauracja, nie dochodzę. W tym przypadku nasuwa się jedynak refleksja związana z tym, że władze miejskie czynnie wsparły biznesowy projekt osoby, która – jak w podanych wyżej przykładach – kandydowała do samorządu z list obecnie rządzącej partii.

Bez pomocy bliźnich sami nie dojdziemy do niczego” – pisał Mikołaj Gogol, rosyjski dramatopisarz i jak widać miał rację. Nie zawsze jednak można przewidzieć, jak się ustawić, by z tej pomocy skorzystać.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.