Dla jednych niebezpieczna wariatka, dla innych nieszczęśliwa kobieta, która potrzebuje pomocy

 

Polecam wstrząsający artykuł red. Marzeny Gajdy, który ukazał się w lipcowym „Echu Gorlic”. Pod tekstem publikuję odpowiedź, którą otrzymałam z Urzędy, gdy na wniosek mieszkańców w opisywanej sprawie interweniowałam.
  

 

To okno w Gorlicach zna prawie każdy. W połowie zabite dyktą, jest najważniejszym miejscem w mieszkaniu Aliny Kretowicz. Ta siedemdziesięcioletnia kobieta wysiaduje w nim w dzień i w nocy. Przez niewielką szparę w oknie krzyczy, złorzeczy sąsiadom, przeklina przechodniów i turystów, którzy przychodzą pod lampę Łukasiewicza. Mieszkanie Pani Kretowicz znajduje się nad pocztą, w kamienicy na rogu ulic Sienkiewicza i Węgierskiej. Mieszkanie, to za dużo powiedziane, ponieważ niejedno zwierzę mieszka w lepszych warunkach. Lokal, jaki zajmuje ta starsza kobieta, jest zagrzybiony, pozbawiony podstawowych mediów, takich jak prąd czy gaz. Szyby w oknach powybijane przez tych, którym Pani Alina dała się we znaki swoim zachowaniem. Smutny los kobiety prawdopodobnie zmagającej się ze schizofrenią, pozostawionej samej sobie, w swej chorobie bardzo uciążliwej dla sąsiadów.
 
– Tak jest od 15 lat – mówią sąsiedzi Pani Aliny. – Czuję się niewolnikiem we własnym mieszkaniu. Boję się nawet wyjść na balkon, bo jak tylko mnie ona zobaczy zaraz wyzywa mnie od k…, prostytutek i złodziejek. Przechodnie słysząc to przyglądają mi się z zainteresowaniem. Bóg jeden wie co myślą, może wierzą, że ta kobieta mówi prawdę – żali sią Pani Agnieszka.
 
– Ja mam prawie 60 lat. Nie mam już siły żyć w sąsiedztwie tej kobiety. Można wytrzymać te wrzaski kilka dni, ale nie kilkanaście lat! Dzień i noc krzyczy, operując moim nazwiskiem wydziera się na całe osiedle, że jestem k… i sprowadzam mężczyzn pod nieobecność męża – opowiada smutno Pani Bożena.
 
– Wy przynajmniej Panie nie macie dzieci, a ja mam dwoje , w tym jedno dwuletnie. Dzieci zrywają się w nocy z płaczem, bo się boją krzyków za oknem. Trudno dzieciom wytłumaczyć, że ta Pani im nic nie zrobi złego, skoro słyszą, że wszystkich pozabija – mówi trzydziestoletnia Anna.
 
Inna sąsiadka dodaje – boje się wejść na pocztę, żeby ona nie wylała mi z góry wrzątku na głowę. Boję się, że jak się będę mijać z nią na chodniku to ona wyciągnie nóż i mnie dźgnie. Jej agresja się nasila. Jestem pewna, że ta kobieta nie przyjmuje żadnych leków.
 
– Gdy schizofrenia znajduje się w ostrej fazie następuje wyraźne nasilenie objawów – mówi prof. dr hab. Zdzisław Jan Ryn, psychiatra z Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. – Wówczas zaczynają dominować zaburzenia myślenia, uwagi i koncentracji. Pojawiają się urojenia (fałszywe myśli i przekonania) i halucynacje, czyli omamy. Osoba chora zaczyna tracić poczucie kontroli nad własnym zachowaniem, myśleniem, postrzeganiem. Może jej się wydawać, że jest przeciwko niej zawiązany spisek lub obserwują ją przypadkowi ludzie. Pacjenci prezentują dziwne sądy i przekonania, często nieprawdziwe, mocno podtrzymywane, których nie chcą się pozbyć mimo istnienia przesłanek o ich nieprawdziwości. Urojenia zwykle zajmują główne miejsce pośród innych objawów. Często są bardzo nieprawdopodobne i tak irracjonalne, że nie mogą być prawdziwe, choć dla pacjenta mają znamiona rzeczywistości. Chorym z urojeniami wydaje się, że są kimś innym niż są w rzeczywistości (Bogiem, Matką Świętą, Napoleonem), że są prześladowani, śledzeni lub, że inni ludzie przeciwko nim spiskują, czy chcą ich otruć.
 
– Kiedy rozmawiam z sąsiadami Pani Aliny z balkonu nad pocztą słychać nieustanne krzyki, wyzwiska i monolog Pani Aliny, która rozmawia z jakimś urojonym urzędnikiem.
 
Rozumiem rozgoryczenie sąsiadów – mówi kierowniczka sklepu „Marysieńka” – Pani Alina atakuje klientów w sklepie, wyzywa ich i przeklina, ta kobieta naprawdę potrzebuje pomocy.
 
Ruszam w kierunku poczty. Mam duży dystans do różnych historii, ale krzyki i wulgaryzmy jakie mnie dochodzą z balkonu nad pocztą powodują, że i ja zaczynam czuć się niepewnie. Boję się wejść na pocztę, ponieważ metr nad moją głową Pani Alina prowadzi ostrą kłótnię z urojoną osobą. Nie wiem czego mogę się za chwilę spodziewać, czy coś nie wyląduje na mojej głowie.
 
Wbiegam na pocztę. – Ludzie już się do niej przyzwyczaili, wydaje mi się, ze nawet nie reagują na jej krzyki – mówi kierowniczka poczty – ale żal mi tej kobiety, bo to nieszczęśliwa osoba
 
Wracam do moich rozmówców, przedstawicieli sześciu rodzin. – Dlaczego nic nie robicie?! – pytam ostro.
 
– Jak to nic nie robimy – obruszają się sąsiedzi. Interweniowaliśmy wielokrotnie u dzielnicowego i w Opiece. Wszędzie słyszymy, że to chora osoba, albo, że nie można jej wyeksmitować, bo to jej własnościowe mieszkanie, albo że nie można jej leczyć, bo ona nie wyraża na to zgody, a rodziny nie ma.
 
A czy ktoś z MOPS-u przychodzi do niej?
 
– Prawdopodobnie nie, bo Pani Alina nie chce ich wpuszczać do środka. To cud, że ona jeszcze nie zamarzła w zimie, w mieszkaniu bez ogrzewania i szyb w oknach.
 
Oto fragment rozmowy, jaką przeprowadziłam z kierownikiem gorlickiego MOPS-u.
 
– To nieprawda – mówi kierownik Przybyłowicz. – Od kilku miesięcy nie było żadnych interwencji i zgłoszeń sąsiadów, że są nękani przez Panią Kretowicz. Wcześniej zdarzały się, ale dotyczyły wyłącznie zakłócania ciszy nocnej przez Panią Alinę. Być może sąsiedzi są wyzywani przez tę kobietę, bo sami ją prowokują i jej dokuczają.
 
– Panie Kierowniku, pół dnia spędziłam pod balkonem Pani Aliny. Nikt z sąsiadów nawet nie pokazał się w oknie, a ona wciąż krzyczała i wyzywała wszystkich. Zresztą, najważniejsze teraz to pomóc Pani Alinie i skierować ją na leczenie, bo wychodzi na to, że jest ona niepoczytalna.
 
– O tym czy ta kobieta jest niepoczytalna powinien zdecydować fachowiec, czyli biegły psychiatra sądowy
 
– Ale nie trzeba być fachowcem, żeby stwierdzić, że Pani Alina jest chora i potrzebuje pomocy, ponieważ przez dwie godziny rozmawiała z urojonym urzędnikiem.
 
– Mamy wszystko pod kontrolą i prowadzimy swoje działania, o których nie mogę Pani informować, ponieważ z powodu art.100 ust.1 ustawy o pomocy społecznej obowiązuje mnie ochrona danych osobowych. Wiadomość traktuję jako zgłoszenie o pomoc wobec osób tego wymagających. Zostanie wszczęte postępowanie wyjaśniające zgodnie z procedurami ustawowymi. W przypadku potwierdzenia faktów wskazanych przez Panią, ośrodek wraz z odpowiednimi instytucjami do tego powołanymi podejmie działania w ramach obowiązującego prawa.
 
– Przysłuchuję się tej historii z osłupieniem. Przez tyle lat ciężko chora kobieta jest tak naprawdę zdana sama na siebie. Gdyby było inaczej, nie mieszkałaby w warunkach urągających człowiekowi i byłaby leczona, bo nie wierzę, że przyjmuje leki, a one po prostu nie działają. Żal też sąsiadów, którzy zdani są na bezsenne noce i od 15 lat żyją w poczuciu zagrożenia.
 
Pani Maria Belczyk była szkolną koleżanką Aliny Kretowicz. Wspomina – Alina miała dwa lata, kiedy wraz z rodzicami, bratem i siostrą przywędrowali do Gorlic z ukraińskiego miasteczka Kosów. Matka Aliny pochodziła z polskiej szlachty. W rodzinnym Kosowie żyli na wysokim poziomie. Domem i gospodarstwem zajmowała się służba. Niestety, musieli zostawić wszystko i uciekać przed bolszewikami. W Gorlicach nie radzili sobie. Nędza i głód często zaglądały im w oczy. Alina była bardzo zdolną uczennicą i niezwykle utalentowaną artystką. Ukończyła liceum plastyczne, pięknie malowała i rzeźbiła. Była wicedyrektorem Miejskiego Ośrodka Kultury w Gorlicach. Los okazał się dla niej wyjątkowo okrutny. Rodzice wcześnie zmarli, brat również, a ona sama nigdy nie założyła rodziny – dodaje Pani Maria.
 
Los jest wyjątkowo okrutny dla Pani Aliny, ale przecież nie musi tak być. Urzędnicy powinni znaleźć sposób, by pomóc kobiecie i jej sąsiadom. Nie można być tak nieczułym, bo każdy z nas może podzielić los Pani Aliny.
Według artykułu 29 Ustawy o ochronie zdrowia psychicznego :
 
1. Do szpitala psychiatrycznego może być również przyjęta, bez zgody wymaganej w art. 22, osoba chora psychicznie:
1) której dotychczasowe zachowanie wskazuje na to, że nieprzyjęcie do szpitala spowoduje znaczne pogorszenie stanu jej zdrowia psychicznego,
 
2) która jest niezdolna do samodzielnego zaspokajania podstawowych potrzeb życiowych, a uzasadnione jest przewidywanie, że leczenie w szpitalu psychiatrycznym przyniesie poprawę jej stanu zdrowia.
 
2. O potrzebie przyjęcia do szpitala psychiatrycznego osoby, o której mowa w ust. 1, bez jej zgody, orzeka sąd opiekuńczy miejsca zamieszkania tej osoby – na wniosek jej małżonka, krewnych w linii prostej, rodzeństwa, jej przedstawiciela ustawowego lub osoby sprawującej nad nią faktyczną opiekę.
 
3. W stosunku do osoby objętej oparciem społecznym, o którym mowa w art. 8, wniosek może zgłosić również organ do spraw pomocy społecznej.
  
 

autor: Marzena Gajda .
 

Tagged with:
 

3 komentarze

  1. mahamantra pisze:

    Nie wszystko jest prawdą tak do końca w tym artykule. Nie prawdą jest, że ta Pani nie ma rodziny. Jej siostra mieszka zaraz obok w bloku przy kapliczce Chrystusa frasobliwego. Stwierdzenie, że została sama sobie jest przesadzone. Ona sama nie przyjmuje żadnej pomocy od rodziny i odcięła się od niej, a w szpitalu na leczeniu była kilkakrotnie, ale to bardzo dawno było temu i za każdym razem wychodziła chyba na własne życzenie. Nikt nie będzie pomagał osobie na siłę przecież.

  2. anowak pisze:

    Tak naprawdę czy ma rodzinę, czy nie, okaże się, gdy przyjdzie czas przejęcia spadku, a tym niewątpliwie jest mieszkanie. I wtedy miasto o zwrot kosztów udzielonej pomocy powinno upomnieć się od ukrywających się obecnie spdkobierxców. Nie powinni dziedziczyć, jeżeli teraz osobę bliską skazują na taką destrukcyjną samotność. Dziękuję za powyższy wpis. Bardzo ważna informacja.

  3. czarna pisze:

    Bardzo smutna historia. No rodzinna (nie rodzina) napewno nie powinna dostać nic! Ale MOPS to niezle też kręci nic nie mogą- nic nie muszą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.