Alchemik Donald Tusk

 

W latach 80 przeczytałam na murze hasło promujące komunistyczną politykę socjalną: „Emeryci, popierajcie partię czynem, umierajcie przed terminem” Reforma emerytalna potwierdza jego aktualność. Zejście przed ustawowym czasem powinno być promowane darmowym pochówkiem – to bezsprzecznie akt patriotyzmu.

 

 

O premierze Tusku mogę powiedzieć tyle, że jest moim Kolegą z Uczelni, wprawdzie nie ma i nie miał tej świadomości, ale studiowaliśmy na jednym Uniwersytecie – chociaż na innych kierunkach – z dużym prawdopodobieństwem niejednokrotnie mijaliśmy się na uczelnianych korytarzach lub  korzystaliśmy z wiecznie zatłoczonego uniwersyteckiego barku czy biblioteki i w związku z łączącym nas terenem i aurą towarzyszącą wysiłkom edukacyjnym uzurpuję sobie prawo, żeby tak go nazywać. Rzadkie w tamtych czasach imię bez wysiłku stało się wyróżnikiem, który nie pozwolił mu na bycie anonimowym członkiem studenckiej braci z gdańskiej Alma Mater – stąd też moja wiedza o istniejącej między nami więzi, wprawdzie tylko terytorialnej, ale zawsze to jakiś punkt wspólny.

 

Popularność wchodzi w krew i staje się nawykiem, tak przynajmniej diagnozuję opisywany przypadek. Bycie Donaldem z czasem stało się banalne, a to za sprawą dywersji jaką zrobiła amerykańska sieć fast foodów, która rozpanoszyła się na polskim rynku gastronomicznym i to co było oryginalne, sprowadziła do pozycji banału. Tym sposobem imię przestało być atutem. Trzeba było zadziałać, żeby nadal wyróżnić się z tłumu. No cóż, Kolega z Uczelni został premierem. Znów jest na świeczniku.

 

Czas jednak mknie nieubłaganie, nikt nie robi się młodszy, a przecież sukces, oprócz doświadczenia, skutecznie wspomaga wygląd i coraz częściej pożądaną młodość – wszyscy chcieliby być piękni, młodzi i bogaci. Dobre zaplecze finansowe rozwiązuje problemy z urodą. Gorzej z młodością. Fałszowanie metryki nie wchodzi w grę – przestępstwo, przy tym żer dla dziennikarzy- tłumaczenie czeskim błędem nie przejdzie. Kolega z Uczelni i z tym problemem sobie poradził. Podpowiedź znalazł w uczelnianych annałach. Studiując historię miał możliwość poznania nie tylko dziejów Polski i świata, ale też wielkich alchemików szukających kamienia filozoficznego i innych źródeł wiecznej młodości. Inspirację też pewnie stanowili wielcy z Parnasu, którzy eliksiru i ambrozji podtrzymujących witalność i młodość nie żałowali sobie podczas olimpijskich imprez.

 

Jak się już raz weszło na szczyt, to  wciąż chce się sięgać wysoko. Mickiewiczowskie ,,tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga, łam, czego rozum nie złamie’’ przenikało do historyków od wkuwających piętro wyżej polonistów. I sięgnął mój popularny Kolega z Uczelni, gdzie inni sięgnąć nie śmieli i przedłużył młodość bez użycia skalpela. Skutecznie cofnął czas, ustawowo zrobił to, co nie udało się wielkim magom. Kierował się egoizmem czy nepotyzmem, trudno zgadnąć. Możliwe, że w grę wchodziła solidarność z równolatkami, i to nie tylko tymi z boiska. Nie mniej efekt jest!  Reforma emerytalna stała się faktem. Czas cofnięto, zegar biologiczny ustawowo przestał tykać.

 

Od sześciu lat, z tytułu przywilejów, jakie mieli nauczyciele, mogłam być emerytką. Zabrakło sześciu miesięcy. Od lat pracy odliczono każdy dzień poświęcony chorym, małoletnimi w tamtych czasach, a obecnie płacącym podatki kontynuatorom jednego z konarów drzewa genealogicznego. Podniesione ręce posłów, podpis premiera i emerytalne plany pękły jak bańka mydlana. Przetrwałam ten cios. I znów minął jakiś czas, już, już dochodziłam, i nagle bach – zrównanie wieku emerytalnego. I tym sposobem od lat gonię emeryturę jak uciekającego króliczka, i nie mam pewności, czy ją dopadnę. Dzięki Koledze z Uczelni wciąż jestem w kwiecie wieku, z prawem wejścia do tworzonych młodzieżówek typu „Pięćdziesiąt, a w niedalekiej przyszłość Sześćdziesiąt Plus”. Jak Bóg da i ustawa pozwoli, to i w procesji dziękczynnej poniosę szturmówkę młodzieżówki „Siedemdziesiąt plus”.

 

Cud Tuska z jakiegoś powodu nie dotyczy kolegów, którzy razem z nami wkraczali na rynek pracy, tyle że wybrali służby mundurowe. Im młodość nie została przedłużona – dawno z pamięci wyparli stresujący dźwięk budzika, podobnie jak kontynuujący rodzinną tradycję synowie, Wygląda na to, że także wnuki kolegów, które poszły w ślady przodków, zdążą przede mną odebrać pierwszy emerytalny przelew. Jest szansa,  że swój otrzymam przed ich prawnukami – oczywiście jeżeli dożyję.

 

Koledze z Uczelni należą się słowa uznania. Miał być historykiem, został alchemikiem. Nie wynalazł kamienia filozoficznego, ani eliksiru młodości, zrobił jednak  coś więcej, ustawowo stworzył społeczeństwo ludzi młodych, młodszych i najmłodszych, dla którego apostrofa do młodości z utworu Mickiewicza powinna stać się hymnem, tym bardziej że świetnie współgra z „Odą do radości”. Jedna i druga zamiast rąk, które leczą, może wspierać terapię szokową, zafundowaną społeczeństwu przez wybrańców narodu, a także umilić czas oczekującym wsparcia pokornym płatnikom ZUS.

 

„Młodości! dodaj mi skrzydła!

Niech nad martwym wzlecę światem

W rajską dziedzinę ułudy:

Kędy zapał tworzy cudy,

Nowości potrząsa kwiatem

I obleka w nadziei złote malowidła.”

 
 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.