Czy ten dom zabija?



 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Blok przy Reymonta 1 w Gorlicach okazał się przekleństwem dla tych, którzy w nim zamieszkali. Owszem, miał służyć jako tymczasowe lokum dla tych, którzy nagle stracili dach nad głową, albo zostali wyeksmitowani. Jak pokazała rzeczywistość znajdującym się w dramatycznej sytuacji życiowej i finansowej mieszkańcom przyszło mieszkać tam do śmierci. Wielu z nich nie czekało na nią długo. Czy zabił ich dom, który miał dać im schronienie i bezpieczeństwo? Dlaczego aż tylu lokatorów tego bloku zmarło na tę samą chorobę?!
 

Alicja Nowak, radna miejska nigdy nie zapomni dnia, kiedy zadzwoniła do Pani Basi – jednej z lokatorek feralnego budynku, by zapytać jak jej się mieszka w nowym, po długich staraniach wreszcie wywalczonym lokalu, wprawdzie też w budynku przy Reymonta 1, ale odnowionym, bez wszędobylskiego grzyba i pleśni. Dzwoniła raz, drugi, nikt nie odpowiadał. Poszła więc odwiedzić chorą i sprawdzić, czy sprawy związane z przeprowadzką zakończyły się pomyślnie. Na miejscu dowiedziała się, że kilka dni wcześniej kobieta zmarła. Tydzień, tylko tydzień przyszło jej cieszyć się nieco lepszymi warunkami.
 
Pani Basia nie miała łatwego życia, na ile sama się do tego przyczyniła trudno teraz oceniać. Nie mniej w 2004 roku z urzędu została zakwaterowana w jednym z lokali przy Reymonta. Jak pokazał czas, dzień, w którym tam zamieszkała, nie był najszczęśliwszym w jej życiu. Pokój – bo lokale przy Reymonta to kilkumetrowe pomieszczenia z wnęką, na dwupalnikową kuchenkę – zajęła po zmarłym na płuca lokatorze. Niestety, tak jak wcześniejszy lokator mieszkania, tak i ona zachorowała na płuca. W zagrzybionym i zawilgoconym pomieszczeniu choroba płuc rozwijała się w szybkim tempie. Musiała często korzystać z inhalatora. Dramatyczny wręcz kontrast – urządzenie pomagające oddychać i pleśń, której zarodniki roznoszone przez podgrzewane gazem powietrze oddech tłumiły.

 

Lokatorów z Reymonta 1, którzy w ciągu ostatnich kilku lat zmarli na choroby związane z płucami jest podejrzanie dużo. Ostatnio pochowana kobieta jest dziewiątą lub dziesiątą ofiarą tego przeklętego toczonego przez grzyby i pleśnie budynku.

 

Tak zwany blok awaryjny został wybudowany 1969 z przeznaczeniem na krótkotrwałe zamieszkanie dla osób, które nagle straciły dach nad głową. Z biegiem lat zapomniano o jego pierwotnym przeznaczeniu. Niezgodnie z obowiązującymi przepisami lokale zostały z urzędu „mianowane” socjalnymi, chociaż standardem od ustawowej definicji odbiegały. I chociaż straszyły nie tylko wyglądem ale i nadużywającymi alkohol awanturującymi się sąsiadami, coraz częściej, i na coraz dłużej przydziały do zamieszkania otrzymywały rodziny – niekoniecznie patologiczne – chociaż za takie je brano, gdy później podawały adres: Reymonta 1.

 

Zniszczone klatki schodowe, odrapane pokryte grzybem ściany, zatkane studzienki to nie tylko wynik niedbałości ludzkiej, ale też wady budowlane. Przemarzające rury, brak możliwości utrzymania w budynku odpowiedniej temperatury, chociażby przez to, że w projekcie budowlanym nie przewidziano ogrzewania dla całego budynku – korytarz, toalety, których po prostu nie ma jak ogrzać – to wszystko działało i działa na niekorzyść lokatorów. Co w lecie słońce osuszyło, jesień zawilgociła, a zima zmroziła.

 

Przydział mieszkania przy Reymonta 1 przyjmowano, gdy nie było innej alternatywy. Poza złą sława i sąsiedztwem odstraszały prymitywne warunki życia. Niestety, „prawie” zgodne z obowiązującymi przepisami, które na każdej kondygnacji przewidują umywalnie i ustępy przeznaczone do wspólnego użytku i wyposażone w co najmniej w: 1 miskę ustępową dla 10 kobiet, 1 miskę ustępową i 1 pisuar dla 20 mężczyzn, 1 urządzenie natryskowe dla 15 osób, 1 umywalka dla 5 osób – w tym konkretnym budynku zabrakło jednego elementu – natrysku, o łazience i ciepłej wodzie nie wspominając. W Gorlicach nie ma łaźni publicznej, więc sytuacja higieniczna dla lokatorów, szczególnie starszych i rodzin z dziećmi była i jest wręcz dramatyczna – można powiedzieć istna bomba epidemiologiczna.

 

Są rodziny, którym przyszło tam żyć ponad 20 lat, są i takie, które nawet wstydzą się przyznać do tego, że tam mieszkały – tak traumatycznym przeżyciem jest nadal wspomnienie związane z tym doskonale znanym policji i opiece społecznej miejscem.

 

Radna Alicja Nowak, od kilku lat zabiegała o poprawę warunków życia mieszkających przy Reymonta 1 rodzin. Interweniowała w MZB, u burmistrza, a także w Sanepidzie. Komentarza nie wymaga jedna z odpowiedzi, którą otrzymała: „… w sprawie zagrzybienia mieszkań w budynku przy ul. Reymonta 1, państwowy Powiatowy Inspektorat Sanitarny w Gorlicach stwierdza, że istotnie grzyby pleśniowe występujące w pomieszczeniach mogą stanowić zagrożenia zdrowotne dla mieszkańców. Zwiększona wilgotność może wywołać schorzenia reumatyczne, nieprzyjemny zapach – dolegliwości żołądkowe, bóle głowy, wydzielane mykotoksyny mogą wywoływać nawet nowotwory, a duże ilości zarodników w powietrzu – dolegliwości płucne, astmę i alergię.”

 

Możliwe, że sprawie powinna przyjrzeć się Prokuratura. Zbyt dużo lokatorów Reymonta 1 i w zbyt krótkim czasie przeniosło się z tego napiętnowanego śmiercią miejsca do wieczności.

 

Obecnie w planach miejskich jest zmiana przeznaczenia budynku – pozostali lokatorzy mają zostać przekwaterowani, lokale czeka generalny remont, a następnie wprowadzi się tam MOPS. Należy mieć jedynie nadzieję, że zakończy to passę zgonów, które przekroczyły statystyczne granice.

 
 

Autor: Marzena Gajda

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.