Jak władze słowem manipulują

 

Co cztery lata Polacy udają się do urn wyborczych, by spełnić swój obywatelski obowiązek i spośród setek kandydatów wyłonić tych, którzy przez kolejne lata będą reprezentować ich interes w radzie miasta czy powiatu. Praca radnego może być łatwa i przyjemna, może być też trudna i niewdzięczna, jeżeli staje się okoniem wobec rządzącej koalicji – takie się tworzą, chociażby dlatego, by podzielić się „stołkami”, z którymi wiąże się nie tylko wyższy prestiż społeczny, ale przede wszystkim pieniądze.

 

Jednym z narzędzi pomocnym w pracy radnego  są interpelacje. Polegają one na zadawaniu trudnych pytań, często kwestionujących podejmowane przez władze działania czy prowadzoną politykę. Niezależnie od tego czy interpelacja podoba się rządzącym, czy nie, zobowiązani są udzielić rzetelnej i konkretnej odpowiedzi. Niestety, w swojej pracy, szczególnie w tej kadencji,  wielokrotnie otrzymywałam odpowiedzi, w których słowa nic nie znaczyły, konkretów trudno był się doszukać, a prawda była pomijana.

 

Pierwsze krętactwo dotyczyło obiecanych publicznie podwyżek dla pracowników obsługi szkół i przedszkoli – pisałam o tym wcześniej w „Echu Gorlic” – najpierw wzrost pensji obiecano,  ale nie dotrzymano terminu, po kolejnej interwencji pieniądze się znalazły, przy okazji pojawiły się antydatowane dokumenty, które dopasowano tak, by uwiarygodnić telewizyjną deklarację Burmistrza. Temida w tym wypadku nie miała nic do roboty, bo podmiana dokumentów została wyjaśniona błędem urzędniczym. Nie mniej kłamstwo pozostało kłamstwem.

 

Drażliwy przykład manipulacji słowem stanowi poddana niedawno pod głosowanie Rady Miasta uchwała dotycząca „Karty Wielkiej Rodziny”, której pierwsza wersja była nie do przyjęcia z powodu
oferowanej rodzinom wielodzietnym fikcji. Propozycja 50% zniżki na „nic” była kpiną z ludzi. Radni doprowadzili do tego, że ostatecznie przedstawiona oferta nabrała realnych kształtów. Nie mniej udzielona mi pisemna odpowiedź, to kolejny urzędniczy bełkot, na temat tego, o co nie pytałam. Niby coś tam wymieniono, ale jak zwróciłam się o doprecyzowanie odpowiedzi, okazało się, że miałam rację, żadna z wymienionych imprez nie mogła być objęta zniżką.

 

Znamion skandalu nabrała upubliczniona przez dziennikarzy Radia Kraków informacja o dofinansowaniu z miejskiej kasy działalności medialnej Jarosława R. skazanego już w 2010 roku prawomocnym wyrokiem sądu za oszustwa, co nie przeszkadzało lokalnym władzom wspierać podającego się za dziennikarza przedsiębiorcę. Korzystano z proponowanej na portalu oferty usług medialnych. Prowadzony przez pana Jarka portal i telewizja internetowa były tubą wyborczą dla lansujących się kandydatów na posłów, burmistrzów i samorządowców. Wywiadów pseudo dziennikarzowi udzielali również przyjeżdżający do Gorlic politycy i przedsiębiorcy – są jednak usprawiedliwieni – nie wiedzieli z kim mają do czynienia, uwiarygodniała go bowiem lokalna władza, zapraszając na różne spotkania i konferencje. Interpelowałam w tej sprawie wielokrotnie – bez skutku. Promocja to magiczne słowo, a władza kocha media, gdy jej sprzyjają.

 

W środowisku, w którym żyję i pracuję zawrzało, gdy w ramach promocji jednej z gorlickich restauracji pojawiła się słynąca z telewizyjnych „Kuchennych rewolucji” i burzy blond loków Magda
Gessler. Domysłom nie było końca. O cenie biletów i dotacji z budżetu miasta mówiono używając słów o różnym zabarwieniu emocjonalnym. Żeby położyć kres plotkom i dać świadectwo prawdzie – czego z jakiegoś powodu nie zrobiły władze – spełniłam wolę wyborców zadając pytanie o wkład finansowy i materialny miasta w to spektakularne przedsięwzięcie prywatnej firmy. Odpowiedź dostałam obszerną. Na temat było kilka zdań:  Miasto dołożyło trzy tysiące, zapłaciło za zużytą wodę i światło oraz bezpłatnie udostępniło wszystkie pomieszczenia Domu Polsko –Słowackiego, a pracownicy GCK przygotowując oprawę tego medialnego wydarzenia,  w ramach etatu popularyzowali Rok Łukasiewicza. Jak więc wykazano, to nie „Ratuszowa” zyskała, tylko Ratusz skorzystał z okazji. No cóż – oszczędne mamy władze. Jak tak dalej pójdzie to tanio „oblecą” rok poświęcony wielkiemu wynalazcy i patriocie. Ignacy Łukaszewicz był też znanym filantropem. Możliwe, że wsparcie publicznymi pieniędzmi tej kontrowersyjnej dla wielu gorliczan imprezy miało słowo „filantropia” przybliżyć mieszkańcom. W Gorlicach jest jeszcze paru przedsiębiorców i restauratorów, a przed nami kilka miesięcy tego roku, niech podejmują próby, jak widać Burmistrz potrafi korzystać z okazji, by medialnie rozsławiać Gorlice, istnieje więc szansa, że w ramach oszczędności znów finansowo podłączy się, by Rok Łukasiewicza promować.

 

Tak się jakoś składa, że nie cieszę się sympatią władz, czego nie mogę zrozumieć, bo bardzo się staram w pracy samorządowej. Diety są przecież niemałe, więc i zobowiązania wobec mieszkańców duże. Trudne pytania przed podjęciem ważnych dla obywateli decyzji to obowiązek radnego nim podniesienie rękę za przyjęciem, bądź odrzuceniem uchwały. Udzielane mi odpowiedzi często obrażają moją inteligencję, ale także charakteryzują inteligencję, rzeczowość, a i uczciwość odpowiadających.

 

Bywają  i takie odpowiedzi, w których natłok informacji przekracza moje oczekiwania. Tak było w przypadku opinii prawnej dotyczącej warunków inwestowania ze środków zewnętrznych na terenie strefy ekonomicznej. Oniemiałam, gdy oprócz pisma z biura prawnego, otrzymałam rozbudowaną, chociaż trudną w odbiorze, odpowiedź podpisaną przez pana Burmistrza. Wzięłabym to za dobry sygnał dla czekającej nas dalszej współpracy – niestety, zdążyłam się nauczyć, że długość nie równa się jakości – często nadmiar treści służy ukryciu prawdy.

 

 

Tagged with:
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.